środa, 26 grudnia 2012

Apsik!

Ogłaszam wszem i wobec, że nadszedł kres mojego świątecznego lenistwa. Może nie zabiorę się za naukę na pełnych obrotach, ale na pewno postaram się minimum dzienne wypracować. Czym dzisiaj żyję? Połączeniami w kończynie miednicznej i drugim kolokwium z histologii. Wybrałam to, co choć pozornie jest przyjemne. Liczba zaliczeń przed sesją w styczniu jest przytłaczająca. (Podobnie jak moja wiedza na egzaminy z biologii komórki, chemii i biofizyki). Mój gen przedsiębiorczości znów się ujawnił. Cześć, allegro!


sobota, 22 grudnia 2012

Przerwa świąteczna.

Szczerze? Nie mam (póki co) najlepszego zdania o prowadzących we Wrocławiu. Student jest najniżej w hierarchii, jest rybą; nie ma głosu. Pierwszaków należy generalnie piłować i okazywanie im aprobaty jest na uczelni niewskazane. Takie ciekawskie zasady panują na większości katedr. Sytuacje, jakich byłam świadkiem nadają się do rozmowy z dzie... prawnikem.
Jak już wspomniałam, student głosu został pozbawiony. Ciekawe, czy kiedykolwiek go odzyska?

Pozaliczałam wszystko, co miałam pozaliczać. Przyjechałam na święta do domku z czystym kontem, bez zaległości. Ostatnimi czasy poznałam nawet co to są czwórki i piątki. Ładnie się prezentują. Lubię się uczyć.

Wszystko zaczyna układać mi się w jednorodną całość. Zaaklimatyzowałam się w tym smutnym Wrocławiu.
Wie ktoś może jak wygląda odczulanie na koty?

środa, 7 listopada 2012

Przedmioty zapychacze?

Czyli biofizyka, łacina, ergonomia i bhp, filozofia, biostatystyka, biologia komórki. Dodałabym do tego chemię, chociaż łudzę się, że będzie dobrym wstępem do biochemii w przyszłym semestrze. Do tego dochodzi najważniejszy we wszechświecie wf. Zdaję sobie sprawę, że uczelnie nie mogą produkować absolwentów, którzy będą nieźli jedynie z anatomii i histologii; muszą być nieźli ze wszystkiego. I zdaję sobie sprawę, że weterynarz musi mieć trzy języki- polski, angielski no i psi. Wiedziałam na co piszę, kiedy przyjechałam do Wrocławia. Nie zmienia to jednak faktu, żem Polka. A Polak ponarzekać musi. O.
Koło z histologii, które czeka mnie za tydzień może wcale nie będzie takie "ojezusmaria". Materiału jest naprawdę sporo, patrząc na to, że muszę znać każde zdanie w swojej różowej biblii, ale systematyczne przygotowywanie się na zajęcia dało swoje! Pytania kontrolne, choć szczegółowe do bólu, to mimo wszystko coś mi w tej głowie świta.











piątek, 2 listopada 2012

Kolokwium z czaszki.

Niemożliwe stało się możliwe. Nauczyłam się czaszki w tydzień i zdałam ją za pierwszym podejściem! Na kolosie trafiłam na kość gnykową i skroniową a chociaż ta druga słynie z dziwnych-dziwacznych wgłębień, wyrostków to tak czy siak stała się już jakiś czas temu moją ulubioną. Jestem zadowolona z siebie. (Rzadko się to zdarza.)




Czy kości są niezbędne do nauki? Moim zdaniem tak. Czytając o wyrostkach i guzowatościach zdecydowanie szybciej można się nauczyć widząc ów wyrostek na prawdziwej kości. Cena? Ponieważ mieszkamy w cztery z wety, to złożyłyśmy się kilka dyszek i o.

środa, 17 października 2012

Pierwsze kroki.

Minęły dwa tygodnie. Jestem już po wejściówkach z chemii, histologii. Zdałam kolokwium z kręgosłupa i kończyn. Dzisiaj, pierwszy raz od tych dwóch tygodni mam fajrant. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Pałętam się po mieszkaniu, szukam miejsca. Szampan, który miał nasilić moje szczęście względem koła, spowodował jedynie spuszczenie wszystkich emocji, dobrych i złych. Pierwszy raz od dwóch tygodni czynnie odczuwam, że jest jesień. Ciepłe swetry, emu i złote liście spadające za oknem stały się wreszcie zauważalne. Wreszcie mnie to cieszy. Popijając zieloną herbatę, słyszę odgłosy współlokatorek z kuchni- uczą się w tym momencie różnic gatunkowych w łopatkach świni, mięsożernych, konia i przeżuwaczy.
Pierwszy raz od dwóch tygodni mogę odczuwać zmęczenie i bez wyrzutów sumienia siedzieć przy laptopie. Dziwne. Tęsknię za B.
















Kto by pomyślał, że masz processus suprahamatus?

piątek, 21 września 2012

COLDPLAY W WARSZAWIE! 19.09.2012 r. -STADION NARODOWY!

Jak było? Opisać jednym słowem nie potrafię! Zdecydowanie był to najlepszy koncert w moim życiu. Interaktywne show, którego każdy był częścią dzięki świecącym bransoletkom. Jakim cudem świeciły? Za pomocą fal radiowych (lub za pomocą spinacza biurowego :>) Oprócz tego konfetti, lasery(!), piłki rzucane przez fanów na płycie i zwykła-niezwykła(!) atmosfera.
Od dwóch dni wciąż czuję w gardle każde wyśpiewane a raczej wykrzyczane słowa piosenek, a mimo to wciąż nie mam dość. Wciąż nucę grane w środę piosenki, wciąż noszę xyloband'a na ręce. "I don't wanna stop, i don't wanna stop!" Byłam pozytywnie zaskoczona, że oprócz piosenek z nowej płyty nie zabrakło "Viva la Vida", "Yellow" (i żółtych balonów!), "The Scientist", oraz "Fix U" na do widzenia.
Support'y? O pierwszym zespole wspominać nawet nie warto. Drugi, Marina and the Diamonds pozytywnie mnie zaskoczył. Urocza wokalistka ze świetnym stylem, przystępnym głosem i muzykami ubranymi z garniaki; spełnili zadanie- rozgrzali publiczność. Przynajmniej mnie i lubego.



 























Można się zakochać.







Raz jeszcze- "i don't wanna stop, i don't wanna stop!"
Zaraz przeprowadzka, studia a ja nie mogę przestać się zachwycać koncertem!

wtorek, 28 sierpnia 2012

Mieszkanie we Wrocławiu

Może wszystko nie jest zapięte na ostatni guzik, ale mogę śmiało powiedzieć, że znalazłam swoje miejsce we Wrocławiu. Chociaż w moim pokoju nie ma jeszcze nic, oprócz czterech ścian, to wyobraźnia dołożyła swoje i już teraz patrząc na zdjęcia surowych pomieszczeń, wyobrażam sobie "spacer" po wyremontowanym mieszkaniu. Będzie pięknie.