poniedziałek, 30 czerwca 2014

Egzaminy po II roku- mikrobiologia.

Waaakaacje! Tradycyjnie, postaram się ubrać w słowa moje doświadczenia związane z uwaga! SZEŚCIOOOMA egzaminami (licząc wirusy i bakterie oddzielnie). Na pierwszy ogień idzie mikrobiolożka.

Mikrobiologia
Egzamin składa się z dwóch części; pisemnej wirusologii i ustnej bakteriologii, zdawanej u prof. Ocenę z egzaminu ustala się wówczas na podstawie średniej. Materiał obejmuje ćwiczenia i wykłady. Jeśli jest się co najmniej czwórkowiczem, to można zapisać się na przedterminy, z obu części niezależnie. Jest to przyjemna opcja, bo można pozbyć się bakterii na przełomie kwietnia/maja a przedtermin z wirusów jest formą abcd, więc zawsze coś się ustrzeli. (Pierwszy termin był w tym roku opisowy).
Z czego się uczyć?
Bakterie:  
1. Wawrzkiewicz; w bibliotece jest chyba 20 egzemplarzy, więc kto pierwszy ten lepszy i tak, jest to książka z 1983 roku :ooo.
2. "Bakterie dla wety", czyli pliku w pdf z gotowymi notatkami i trochę można skubnąć, dziubnąć z internetu. Zaglądałam czasem do Murray'a (np przy patotypach w kontekście Escherichii).
Wirusy
1. Larski, w bibliotece też jak na lekarstwo, ksero poniżej 40 zł na pewno można dostać, ale szczerze, to nie korzystałam z tej książki za bardzo.
2. Prezentacje kolegów i koleżanek, internet i w końcu książki z katedry przy przygotowywaniu referatu były bardziej pomocne.

Egzamin z bakterii jest jednym z bardziej emocjonujących w tej sesji. Na język ciśnie mi się- ile ludzi, tyle opinii. Myślę, że miałam sporo szczęścia i nie dałam się wyprowadzić na manowce, co zaowocowało bardzo ładną ocenką, w którą z resztą do tej pory uwierzyć nie mogę (dlatego często trajkoczę na jej temat, pozdrawiam P).

Wirusy są formalnością, widać to nawet po stosunku prowadzących do ćwiczeń. Spora grupa osób miała przedtermin, większość wręcz.


Płytka Petriego, agar z krwią i hemoliza typu kociego.

piątek, 20 czerwca 2014

Znów się nie uczę, ups.

Kto nie lubi robić planów na wakacje? (A najlepszym momentem do tego jest ta chwila między mechanizmem ADCC a aktywacją limfocytu T dziewiczego). Idąc na wetę byłam tak podekscytowana samym faktem studiowania wymarzonego kierunku, że do głowy mi nie przyszło by myśleć o czymś innym. Żadne "smakowanie" wielkiego miasta nocą i jego rozrywek nie zaprzątało mi głowy; i choć akurat to się nie zmieniło, to zaczęłam chcieć coś więcej od życia niż zaliczone kolokwium na czwórę. Praca nad sobą to żaden wstyd. Wracając do tych wakacji, to mam nadzieję, że będą podobne do poprzednich. Bo choć pracowałam sześć dni w tygodniu, to potrafiłam cieszyć się z tych wolnych dni i godzin. Z perspektywy czasu myślę, że były całkiem fajne! Plany nie mają końca... Chyba przestanę spać by zrobić wszystko, co zapisałam!


wtorek, 17 czerwca 2014

Znowu ona- sesja.

Natalia vs Sesja 5:0! W przypływie radości i sił (skąd one się wzięły?) chwalę się wszem i wobec, iż uporałam się ze spędzającą sen z powiek (dosłownie!) mikrobiologią. Proszę o trzymanie kciuków trzydziestego czerwca, będę zdawała immunolożkę!