CAŁA PRAWDA O 5 ROKU WETERYNARII WE WROCŁAWIU

Piąty rok już za mną. Zdążyłam się nawet pożegnać z szóstym rokiem, ale o tym może w innym poście. Wróćmy do piątego roku. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, kolejny raz się o tym przekonałam. Starszaki próbowały mnie nastraszyć, i przeprowadzić zamach na moje zdrowe podejście do nauki. Melduję, że się nie udało. 



Konie i kury

Piąty rok wspominam bardzo miło - to czas, kiedy przede wszystkim rozwijałam siebie, niekoniecznie pod kątem weterynaryjnym. Naukę pamiętam przez mgłę, dlatego nie będę wdawać się w szczegóły. 

Sesja po pierwszym semestrze wymaga minimum zaangażowania - coś tam trzeba poczytać na kury i papugi, coś tam na chirurgię i zakazy z koni. Wydaje mi się, że to "coś tam" naprawdę pasuje. Nikt nie rozdawał (chyba) trój za darmo, ale nie wymagali też recytowania wykładów na egzaminach. 
Pamiętam, że należałam do tych nieszczęśliwców, którzy mieli drugi termin z chirurgii koni, ale wszystkim udało się zaliczyć bez problemów.

Egzaminy naprawdę nie były straszne. Po czwartym roku ma się już wprawę w "łykaniu" na szybko wiedzy. Przecież nie da się doskonale nauczyć na pięć czy sześć egzaminów w tydzień czy dwa. Po prostu się nie da. No, chyba, że ktoś rozpoczął semestr z nastawieniem na te egzaminy - szacuneczek!

Powiem szczerze, konie i ptaki to nie moja bajka, a jeśli mam być szczera to bólu, to prędzej pracowałabym przy rybach niż przy tych nieszczęsnych koniach, dlatego ten semestr potraktowałam luźno, bez spiny.






Staże na całego
Drugi semestr piątego roku to staże i ostatki ćwiczeń. Było przyjemnie. Krzątaliśmy się po katedrach przez cztery tygodnie. W międzyczasie mieliśmy ćwiczenia z przetwórstwa i kilku bezproblemowych przedmiotów. Tak zapamiętałam ten czas. Kiedy dowiedziałam się o pokoju stażystów na katedrze rozrodu, pierwszy raz w życiu poczułam, że jest tutaj, wśród tych wszystkich ścian jakiś magiczny kącik, w którym się można schować. Polecam serdecznie przyjść tam z kawą lub herbatą, bo oprócz ciepłych kaloryferów, krzeseł i stołów, jest tam on - czajnik.
Jeśli chodzi o sesję, to doczekałam się kampanii wrześniowej. Tak, moi mili. Miałam poprawkę z przetwórstwa i powiem szczerze - nie stresowałam się tym wcale, i bardzo dobrze na tym wyszłam. Zdaliśmy wszyscy, choć oceny nie zawsze były satysfakcjonujące. Słyszeliście kiedyś o trói na trzech lub czterech szynach? Ja też nie, do momentu drugiego terminu!



Piąty rok to idealny czas, by dość ze sobą do porozumienia - poznać swoje potrzeby, upodobania i plany na przyszłość. Czasu jest naprawdę dużo, i tylko od Ciebie zależy jak go wykorzystasz. 

Komentarze

  1. Można już gratulować tytułu lekarza ;)? Skomentowałem kiedyś jeden z postów jako Pan X.
    Ja jeszcze walczę z końcówką studiów i mam nadzieje że za miesiąc też będę mógł sobie przed lustrem lekarzować... Chociaż chyba na nic nie czekam bardziej, jak na święty spokój ze strony uczelni. Ostatni egzamin...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie lata studiów zazwyczaj są "luźniejsze". Warto dobrze wykorzystać ten czas i tym samym ułatwić sobie późniejszy start w życiu zawodowym. Wielu studentów podejmuje wówczas dodatkowe staże i praktyki, co wydaje się najrozsądniejszym sposobem wykorzystania wolnego czasu. Jedno jest pewne, nie można bezsensownie stracić tego czasu. Powodzenia w dalszej edukacji!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super blog. Dużo wartościowych informacji i porad dla osób zamierzających studiować weterynarię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy wpis! Weterynaria to ciekawy, ale jednocześnie ciężki kierunek studiów. Sama studiowałam weterynarię i jestem zadowolona z tego wyboru

    OdpowiedzUsuń
  5. Super artykuł. Wszystkie informacje jak najbardziej przydatne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty