piątek, 8 lutego 2013

Egzaminy semestralne

Dawno nie byczyłam się tak, jak przez ostatnie dni. Reakcją na zdaną sesję jest wśród moich rówieśników włączenie wątroby na wyższe obroty, dla mnie sen (spokojny!) to najlepsza nagroda. Chociaż najbardziej obawiałam się egzaminu z biofizyki (przez drugi człon nazwy rzecz jasna), to zdałam go już za pierwszym podejściem. Z chemią także gładko sobie poradziłam. Była to zasługa całkiem przystępnego zestawu, który wylosowałam. Natomiast egzamin z biologii komórki to nieporozumienie. Czemu osoby, które ściągały ode mnie zdały, a mi noga się podwinęła- pojąć nie mogę. Legendą jest już chłopak, który napisał przepis na jajecznicę i... Zdał. Po napisaniu drugiego terminu egzaminu byłam osobiście obok swojej pracy i udało mi się ją wybronić na okrąglutkie trzy. Generalnie jestem zadowolona. Przede mną pozorny tydzień wolności. Pozorny, gdyż na dzień dobry w poniedziałek czeka mnie kolokwium z anatomii.
Drugi semestrze, bądź łaskawy.

4 komentarze:

  1. Dobrze, że udało Ci się to wszystko ogarnąć i zaliczyć :)
    Ech, dziwne, że Ci profesorowie są tak niesprawiedliwi, iż niektórzy piszą pierdoły i zdają, a Ty nie, skoro napisałaś dobrze...
    Powodzenia na anatomii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam PRAWIE dobrze, więc drugi termin mi się należał. Chodzi mi tylko o tę odpowiedzialność zbiorową :< Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze że Ci się udało :)
    Często też mam tak, że ode mnie zgapiają i napiszą to lepiej niż ja -.-

    OdpowiedzUsuń
  4. Też jestem po sesji i przeżyłam :D Drugi semestr gorszy bo letnia sesja groźniejsza. Gratuluje!!!

    OdpowiedzUsuń